O takich rzeczach warto, a nawet trzeba pisać. W ostatnią sobotę dokonała się rzecz z gatunku "mission impossible" - konferencja Communities to Communities 08. Choć w praktyce obowiązku pozwoliły mi tylko na uczestnictwo w jednej sesji, od kilku miesięcy kibicowałem po cichu całemu wydarzeniu, trzymając mocno kciuki za sukces. Jak się okazało niepotrzebnie, ponieważ wszystko zagrało zgodnie z planem. Wbrew moim obawom:
Mam nadzieję, że w ten sposób wyglądać będzie coraz więcej imprez na rynku. Brak kategorycznych podziałów na organizatorów i uczestników, naturalna okazja do dialogu, tolerancja dla poglądów innych, agenda będąca wyrazem faktycznych potrzeb publiczności - takie cele stawiam również sobie w kontekście dalszych, nie tylko społecznościowych wydarzeń. Dziękuję!