Średnio krótki urlop dobiega końca, czemu sprzyja wyostrzenie zmysłów na dziennikarskie kaczki, które z końcem tygodnia latają coraz niżej. To zapewne zapowiedź burzowego frontu, który skutecznie ściga mnie z wybrzeża do stolicy. Ale po kolei...
Piątkowe wydanie "Dziennika" zaczynam zwykle od dodatku poświęconego kulturze i technologii. Tym razem temat iście wakacyjny - w artykule "Wszystko się otwiera" czytelnik może dowiedzieć się o tajemniczej korelacji dwóch wydarzeń: otwarcia specyfikacji dokumentów Office oraz udostępnienia wiedzy o technologii Flash dla Yahoo! i Google. Pominę kwestię jesiotra drugiej świeżości, minęło już przecież ładnych kilka miesięcy od oficjalnej ratyfikacji Open XML standardem ISO, co poprzedzone było kilkunastoma miesiącami pracy, których początkiem był fakt udostępnienia specyfikacji formatów. Uderzył mnie jednak ton i używane argumenty. Skąd decyzja o Open XML? Bo: "Wizerunek Microsoftu leży w gruzach i warto wreszcie zadbać o jego polepszenie (...)". A jak tłumaczony jest ruch Adobe? "Tu wygrywają wszyscy. I Adobe (Flash się lepiej sprzeda), i Yahoo!, i Google... (...)". Rozumiem, że mówimy tu rozwiązaniu długoletnich problemów z indeksowaniem plików Flash - szkoda tylko, że autor zapomniał o fakcie, że aplikacje Silverlight (który nota bene również został wspomniany) są pod tym względem dużo bardziej przyjazne dla wyszukiwarkowych botów.
Drugi artykuł to prasa dla młodych graczy - najnowszy numer "Clicka" donosi o natarciu Flashkillera. Łał, zapowiada się gorąco: "Czy srebrne światło Microsoftu przyćmi blask złotego Flasha?". Przyznam szczerze, że nie wiedziałem, że "sam Bill Gates postanowił zmienić ten stan rzeczy". Mamy więc winnego, szkoda tylko, że już na emeryturze. Cała reszta nadaje się do wypunktowania: